A tu już dziś dostaję rozgrzeszającego maila od Wojtka z kolejną porcją wrażeń. Uwaga, nie cenzuruję, delikatnie tylko wkraczam w tekst, co by był bardziej czytelny, bo Wojcisko pisze tak, jak leci... Uwaga, oto co przeczytałam:
Hej,
nie mam ci za złe, nie skłamałem ani trochę:) Wczorajszy wieczór, to jak na razie najgorszy, jaki dotąd przeżyłem :/
Pojechałem z Rishikeshu w górę, jak sądziłem, w stronę Gangotri (moj pierwszy cel miasto u stóp Nanda Devi i zródła Gangesu). Jak się pózniej okazało, pomyliłem drogę ale było już zbyt późno by zawrócić :/
Dojechałem do jakiejś dahby (takie knajpy przy ulicy). Pytam o nocleg, mówią, że nie ma, ale za 50 rupii mogę spać na dachu. No to uderzam na dach ale coś jest nie tak... wieje za mocno??? Po chwili widzę błyski, uciekam z powrotem do dahby. Zaczyna się burza, myślałem, że porwie mi rower razem z całym dobytkiem:/ Mam przejebane, dosłownie jak ruski w czołgu. Kasy nie ma gdzie wymienić a cena noclegu z 50rs na dachu, wzrosła pod wiata o 450rs (normalnie tutaj to około 100rs za noc). W takiej sytuacji nikt nie będzie się z tobą targował o 200, miałem się cieszyć, że jest i tak tanio... No i właśnie może i byłoby tanio ale ja miałem przy sobie tylko 200rs i tu był haczyk :/
Wlazłem do przedsionka małego hoteliku w pobliżu, skuliłem się w rogu i czekam co będzie dalej. Tak czy inaczej wszystko byłoby lepsze niż nocleg pod chmurką w taką pogodę... Podchodzi do mnie jakiś koleś i przygląda mi się, drze się coś w hindi ... Po czym następny odpycha go i przemawia do mnie w niesamowicie zrozumiałym dla mnie angielskim :D:D:D.
Myślę - alllllllleeeeeellluuujjjaaaaa:D:D:D, połowa sukcesu to porozumienie!!! Daje mi parę cennych odpowiedzi na temat tego, co się dzieje wokół restauracyjki (kupa dziwnych ludzi).
Mówi: Co ty tu robisz o tej porze? Ci goście na motorach są kompletnie zalani, nigdy nie jeździj rowerem tak późno. Szkoda życia i twojego majątku, okradną cię ze wszystkiego!!!
Pokornie przytakuję i wykuwam sobie w pamięci te słowa.
Tu nie jest bezpiecznie pomyliłeś drogę, zboczyłeś z bezpiecznej trasy, musisz wykupić pokój.
Ok. Ale mam dalej tylko 200rs. Oferuje mi pomoc więc idę z nim do dobrze mi znanej dahby. Karze mi usiąść i czekać. Po chwili właściciel łączy stoły i mówi: Możesz spać tutaj, żaden problem. Pytam o koszt, a on macha ręką, życząc dobrej nocy...
Zamykam oczy i czuję owady na swoim ciele :/ Otwieram oczy... a tu co??? Mrówki!!! :/
Zaraz przypomina mi się opowieść mamy, o tym jak wlazła jej jedna do ucha. Tylko te są 10 razy większe. No bez przesady mają jakieś 6, może nawet 7 mm długości BLEEEEEE:/
No ale nic, zapalam jakieś śmierdzące kadzidło, które stoi na stole obok i łudzę się, że przestaną łazić ... O dziwo po jakimś czasie przestają!!! Jak się okazuje dahba przecieka ... Zasypiam.
Dziś budzi mnie kumpel, poznany zeszłej nocy, przynosi czaj (herbata z mlekiem i ???? nie wiem czym jeszcze, ale pycha), pyta jak noc? Na to ja mokry cały i w piasku, patrzę na niego z myślą- CO ZA PYTANIE ???:/ Jakby nie było widać...
Po mnie było widać trudy nocy, natomiast po nim... ani centunia ironii. Odpowiadam grzecznie, że było ok, że to ochłoda po tak gorących dniach ... Uśmiecha się i mówi, że jestem twardy.
Jemy razem śniadanie - tosty.
Około 9 rano tutejszego czasu przestało padać, siadłem na rower i już jestem na właściwej drodze. Jedzie mi się coraz lepiej, upał już tak nie doskwiera, drogi piękne w błocie:)
Może Ci się to wydawać dziwne ale właśnie w takich momentach czuję że żyję :)
Ręce trochę mi spuchły, na nogach mam odciski, stopy się trochę odparzyły, ale sraczki jeszcze nie miałem:D
Pozdrawiam papapapapa
nie mam ci za złe, nie skłamałem ani trochę:) Wczorajszy wieczór, to jak na razie najgorszy, jaki dotąd przeżyłem :/
Pojechałem z Rishikeshu w górę, jak sądziłem, w stronę Gangotri (moj pierwszy cel miasto u stóp Nanda Devi i zródła Gangesu). Jak się pózniej okazało, pomyliłem drogę ale było już zbyt późno by zawrócić :/
Dojechałem do jakiejś dahby (takie knajpy przy ulicy). Pytam o nocleg, mówią, że nie ma, ale za 50 rupii mogę spać na dachu. No to uderzam na dach ale coś jest nie tak... wieje za mocno??? Po chwili widzę błyski, uciekam z powrotem do dahby. Zaczyna się burza, myślałem, że porwie mi rower razem z całym dobytkiem:/ Mam przejebane, dosłownie jak ruski w czołgu. Kasy nie ma gdzie wymienić a cena noclegu z 50rs na dachu, wzrosła pod wiata o 450rs (normalnie tutaj to około 100rs za noc). W takiej sytuacji nikt nie będzie się z tobą targował o 200, miałem się cieszyć, że jest i tak tanio... No i właśnie może i byłoby tanio ale ja miałem przy sobie tylko 200rs i tu był haczyk :/
Wlazłem do przedsionka małego hoteliku w pobliżu, skuliłem się w rogu i czekam co będzie dalej. Tak czy inaczej wszystko byłoby lepsze niż nocleg pod chmurką w taką pogodę... Podchodzi do mnie jakiś koleś i przygląda mi się, drze się coś w hindi ... Po czym następny odpycha go i przemawia do mnie w niesamowicie zrozumiałym dla mnie angielskim :D:D:D.
Myślę - alllllllleeeeeellluuujjjaaaaa:D:D:D, połowa sukcesu to porozumienie!!! Daje mi parę cennych odpowiedzi na temat tego, co się dzieje wokół restauracyjki (kupa dziwnych ludzi).
Mówi: Co ty tu robisz o tej porze? Ci goście na motorach są kompletnie zalani, nigdy nie jeździj rowerem tak późno. Szkoda życia i twojego majątku, okradną cię ze wszystkiego!!!
Pokornie przytakuję i wykuwam sobie w pamięci te słowa.
Tu nie jest bezpiecznie pomyliłeś drogę, zboczyłeś z bezpiecznej trasy, musisz wykupić pokój.
Ok. Ale mam dalej tylko 200rs. Oferuje mi pomoc więc idę z nim do dobrze mi znanej dahby. Karze mi usiąść i czekać. Po chwili właściciel łączy stoły i mówi: Możesz spać tutaj, żaden problem. Pytam o koszt, a on macha ręką, życząc dobrej nocy...
Zamykam oczy i czuję owady na swoim ciele :/ Otwieram oczy... a tu co??? Mrówki!!! :/
Zaraz przypomina mi się opowieść mamy, o tym jak wlazła jej jedna do ucha. Tylko te są 10 razy większe. No bez przesady mają jakieś 6, może nawet 7 mm długości BLEEEEEE:/
No ale nic, zapalam jakieś śmierdzące kadzidło, które stoi na stole obok i łudzę się, że przestaną łazić ... O dziwo po jakimś czasie przestają!!! Jak się okazuje dahba przecieka ... Zasypiam.
Dziś budzi mnie kumpel, poznany zeszłej nocy, przynosi czaj (herbata z mlekiem i ???? nie wiem czym jeszcze, ale pycha), pyta jak noc? Na to ja mokry cały i w piasku, patrzę na niego z myślą- CO ZA PYTANIE ???:/ Jakby nie było widać...
Po mnie było widać trudy nocy, natomiast po nim... ani centunia ironii. Odpowiadam grzecznie, że było ok, że to ochłoda po tak gorących dniach ... Uśmiecha się i mówi, że jestem twardy.
Jemy razem śniadanie - tosty.
Około 9 rano tutejszego czasu przestało padać, siadłem na rower i już jestem na właściwej drodze. Jedzie mi się coraz lepiej, upał już tak nie doskwiera, drogi piękne w błocie:)
Może Ci się to wydawać dziwne ale właśnie w takich momentach czuję że żyję :)
Ręce trochę mi spuchły, na nogach mam odciski, stopy się trochę odparzyły, ale sraczki jeszcze nie miałem:D
Pozdrawiam papapapapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz