Hej,
dziś jadę już właściwą drogą, ceny spadają, zadowolenie rośnie :)
Wczoraj spałem w Aśramie, gdzieś niedaleko drogi do Dehra Dun. Zdenerwowany rozłożyłem ręce na rowerze przed kolesiem w jakiejś budce. Nie umiałem się z nim dogadać bo bardziej interesował go mój rower niż to, że szukam miejsca do spania:\
Po chwili podjechał pan na skuterze i zaoferował pomoc. Kazał jechać za sobą. Byłem już zmęczony a koleś zafundował mi rajd po zatłoczonym mieście :\.
Podjeżdżamy pod jakieś zamknięte, zielone wrota, on stuka trzy razy, wchodzi i karze mi czekać... Po 15 min mam wejść, kłaniam się nisko właścicielowi, który pyta skąd jestem, uśmiecha się i podaje mi wodę. W dosłownie 5 min (wypełnianie papierków) znów śpię za free:).
Pokoik schludny, czyściutki, super!!! Od razu odżyłem:).
Postanowiłem się przejść. Okazało się, że niedaleko jest targ z owocami :):):):D Za równowartość 4 polskich zł zjadłem 2 kg arbuza, 1 kg mango i popiłem sokiem z limonki.
No, to to ja rozumiem :).
Po kolacji postanowiłem usiąść i pomedytować trochę ... tak sobie siąść i pomyśleć o niczym (to fajna sprawa :):):) ) Po chwili dosiada się do mnie własciciel (????) nadzorca Aśramy. Pyta czy, to nie problem, żeby sobie ze mną pogadał? Odpowiadam, że nie i że będzie mi bardzo milo:) Rozmawiamy o tym, co robię w Polsce, jak mi się podobają Indie. Opowiadam mu o was o całej rodzinie, przyjaciołach. Jest pod wrażeniem!!! Pokazuję mu album i bardzo śmieszą go zdjęcia, jakie w nim zamieściłem ale mówi, że to dobrze ze mam przy sobie taki amulet i w 100% się z nim zgadzam.
Wy tam pewnie myślicie, że ja jestem tu sam. Nie zapominajcie, że mam was! Ile razy o mnie pomyślice, tyle razy mi pomogliście!!! POWAŻNIE, TO DZIAŁA :)
Zaproponował fajeczkę ( no wyjątkowa sytuacja, nie mogłem odmówić:) )
W nocy przy rozgwieżdżonym niebie siedząc na białej ławeczce paliliśmy indyjskie papieroski i popijaliśmy zimną woda:). To może nie brzmi ekscytująco, ale wierz mi, było naprawdę milo:) Na koniec powiedział, że jestem dobrym człowiekiem, że jeszcze takiego białego nie spotkał :] ( i jeszcze jak pokazałem mu zdjęcie moich nóg w Gangesie, uśmiechnął się szeroko)
Po nocnych pogaduchach razem z synem właściciela (????), przygotowałem rower na następny dzień. Bylo t dość zabawne, bo młody (nie wiem może miał 10 lat) na każdą spuszczoną na łańcuch kroplę smaru (tyle kropel ile ogniw w łańcuchu) mówił "aczia":D. Było tak: kap, aczia i znowu kap, aczia hahahahaha, to było zabawne:D
Dzis wstalem o 10 i od razu udałem się w stronę Dehra Dun, ostatniego dużego miasta przed Himalajami. Same Himalaje to potęga. Czasem przez chmury przebijają się szczyty oddalonych o 300km siedmiotysięczników i robią niesamowite wrażenie. McKinley w porównaniu z dzisiejszym widokiem przed burza to mróweczka :D. Wcale się nie dziwię, ze wierzy się, że na szczytach tych gór żyją Bogowie...
Widok zapiera dech są POTĘŻNE!!!!!!!!!!! Za 3 dni zrobię im zdjęcia z bliska :) Podniecony i omamiony, nie mogłem przestać na nie patrzyć, ale w momencie kiedy potrąciło mnie auto szybko wróciłem do teraźniejszosci:/
Mam jednego siniaka, spoko hahahah. Jakbyś zobaczyła minę tych w środku auta hahahah taka zgroza. Jakby potracili świętą krowę albo zbili hangar luster (w sensie 7 lat nieszczęścia - jedno lustro):D.
Jakiś pan pomógł mi pozbierać graty i powiedział, że mogę u niego chwile posiedzieć. Poczestował mnie bananem:) Czy to nie mile??? Poza tym rower i ja jesteśmy cali. Bezpieczni też:):):)
Obecnie jestem w Dehra Dun. Wynająłem sobie hotelik, zjadłem i wypiłem, pisze tego maila. Jestem zdrowiusi jak rybka i jest ok. Jutro kierunek Gangotrii jak daleko się da. Może być przerwa do 6 dni bo nie sądzę, że odpuszczę sobie górski treking :)
Pozdrawiam wszystkich trzymajcie się i do odp.
wtorek, 30 czerwca 2009
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Aga: kilka słów wyjaśnienia
No więc Wojtek dowiedział się o całej akcji z moim samozwańczym blogowaniem, że mój spontaniczny pomysł publikowania jego tekstów stał się faktem i, że tak powiem już woda po kisielu, trochę się porządziłam. Jeszcze wczoraj miałam wyrzuty sumienia, ale sami przyznacie, że naprawdę szkoda żeby te teksty gdzieś się poniewierały.
A tu już dziś dostaję rozgrzeszającego maila od Wojtka z kolejną porcją wrażeń. Uwaga, nie cenzuruję, delikatnie tylko wkraczam w tekst, co by był bardziej czytelny, bo Wojcisko pisze tak, jak leci... Uwaga, oto co przeczytałam:
A tu już dziś dostaję rozgrzeszającego maila od Wojtka z kolejną porcją wrażeń. Uwaga, nie cenzuruję, delikatnie tylko wkraczam w tekst, co by był bardziej czytelny, bo Wojcisko pisze tak, jak leci... Uwaga, oto co przeczytałam:
Hej,
nie mam ci za złe, nie skłamałem ani trochę:) Wczorajszy wieczór, to jak na razie najgorszy, jaki dotąd przeżyłem :/
Pojechałem z Rishikeshu w górę, jak sądziłem, w stronę Gangotri (moj pierwszy cel miasto u stóp Nanda Devi i zródła Gangesu). Jak się pózniej okazało, pomyliłem drogę ale było już zbyt późno by zawrócić :/
Dojechałem do jakiejś dahby (takie knajpy przy ulicy). Pytam o nocleg, mówią, że nie ma, ale za 50 rupii mogę spać na dachu. No to uderzam na dach ale coś jest nie tak... wieje za mocno??? Po chwili widzę błyski, uciekam z powrotem do dahby. Zaczyna się burza, myślałem, że porwie mi rower razem z całym dobytkiem:/ Mam przejebane, dosłownie jak ruski w czołgu. Kasy nie ma gdzie wymienić a cena noclegu z 50rs na dachu, wzrosła pod wiata o 450rs (normalnie tutaj to około 100rs za noc). W takiej sytuacji nikt nie będzie się z tobą targował o 200, miałem się cieszyć, że jest i tak tanio... No i właśnie może i byłoby tanio ale ja miałem przy sobie tylko 200rs i tu był haczyk :/
Wlazłem do przedsionka małego hoteliku w pobliżu, skuliłem się w rogu i czekam co będzie dalej. Tak czy inaczej wszystko byłoby lepsze niż nocleg pod chmurką w taką pogodę... Podchodzi do mnie jakiś koleś i przygląda mi się, drze się coś w hindi ... Po czym następny odpycha go i przemawia do mnie w niesamowicie zrozumiałym dla mnie angielskim :D:D:D.
Myślę - alllllllleeeeeellluuujjjaaaaa:D:D:D, połowa sukcesu to porozumienie!!! Daje mi parę cennych odpowiedzi na temat tego, co się dzieje wokół restauracyjki (kupa dziwnych ludzi).
Mówi: Co ty tu robisz o tej porze? Ci goście na motorach są kompletnie zalani, nigdy nie jeździj rowerem tak późno. Szkoda życia i twojego majątku, okradną cię ze wszystkiego!!!
Pokornie przytakuję i wykuwam sobie w pamięci te słowa.
Tu nie jest bezpiecznie pomyliłeś drogę, zboczyłeś z bezpiecznej trasy, musisz wykupić pokój.
Ok. Ale mam dalej tylko 200rs. Oferuje mi pomoc więc idę z nim do dobrze mi znanej dahby. Karze mi usiąść i czekać. Po chwili właściciel łączy stoły i mówi: Możesz spać tutaj, żaden problem. Pytam o koszt, a on macha ręką, życząc dobrej nocy...
Zamykam oczy i czuję owady na swoim ciele :/ Otwieram oczy... a tu co??? Mrówki!!! :/
Zaraz przypomina mi się opowieść mamy, o tym jak wlazła jej jedna do ucha. Tylko te są 10 razy większe. No bez przesady mają jakieś 6, może nawet 7 mm długości BLEEEEEE:/
No ale nic, zapalam jakieś śmierdzące kadzidło, które stoi na stole obok i łudzę się, że przestaną łazić ... O dziwo po jakimś czasie przestają!!! Jak się okazuje dahba przecieka ... Zasypiam.
Dziś budzi mnie kumpel, poznany zeszłej nocy, przynosi czaj (herbata z mlekiem i ???? nie wiem czym jeszcze, ale pycha), pyta jak noc? Na to ja mokry cały i w piasku, patrzę na niego z myślą- CO ZA PYTANIE ???:/ Jakby nie było widać...
Po mnie było widać trudy nocy, natomiast po nim... ani centunia ironii. Odpowiadam grzecznie, że było ok, że to ochłoda po tak gorących dniach ... Uśmiecha się i mówi, że jestem twardy.
Jemy razem śniadanie - tosty.
Około 9 rano tutejszego czasu przestało padać, siadłem na rower i już jestem na właściwej drodze. Jedzie mi się coraz lepiej, upał już tak nie doskwiera, drogi piękne w błocie:)
Może Ci się to wydawać dziwne ale właśnie w takich momentach czuję że żyję :)
Ręce trochę mi spuchły, na nogach mam odciski, stopy się trochę odparzyły, ale sraczki jeszcze nie miałem:D
Pozdrawiam papapapapa
nie mam ci za złe, nie skłamałem ani trochę:) Wczorajszy wieczór, to jak na razie najgorszy, jaki dotąd przeżyłem :/
Pojechałem z Rishikeshu w górę, jak sądziłem, w stronę Gangotri (moj pierwszy cel miasto u stóp Nanda Devi i zródła Gangesu). Jak się pózniej okazało, pomyliłem drogę ale było już zbyt późno by zawrócić :/
Dojechałem do jakiejś dahby (takie knajpy przy ulicy). Pytam o nocleg, mówią, że nie ma, ale za 50 rupii mogę spać na dachu. No to uderzam na dach ale coś jest nie tak... wieje za mocno??? Po chwili widzę błyski, uciekam z powrotem do dahby. Zaczyna się burza, myślałem, że porwie mi rower razem z całym dobytkiem:/ Mam przejebane, dosłownie jak ruski w czołgu. Kasy nie ma gdzie wymienić a cena noclegu z 50rs na dachu, wzrosła pod wiata o 450rs (normalnie tutaj to około 100rs za noc). W takiej sytuacji nikt nie będzie się z tobą targował o 200, miałem się cieszyć, że jest i tak tanio... No i właśnie może i byłoby tanio ale ja miałem przy sobie tylko 200rs i tu był haczyk :/
Wlazłem do przedsionka małego hoteliku w pobliżu, skuliłem się w rogu i czekam co będzie dalej. Tak czy inaczej wszystko byłoby lepsze niż nocleg pod chmurką w taką pogodę... Podchodzi do mnie jakiś koleś i przygląda mi się, drze się coś w hindi ... Po czym następny odpycha go i przemawia do mnie w niesamowicie zrozumiałym dla mnie angielskim :D:D:D.
Myślę - alllllllleeeeeellluuujjjaaaaa:D:D:D, połowa sukcesu to porozumienie!!! Daje mi parę cennych odpowiedzi na temat tego, co się dzieje wokół restauracyjki (kupa dziwnych ludzi).
Mówi: Co ty tu robisz o tej porze? Ci goście na motorach są kompletnie zalani, nigdy nie jeździj rowerem tak późno. Szkoda życia i twojego majątku, okradną cię ze wszystkiego!!!
Pokornie przytakuję i wykuwam sobie w pamięci te słowa.
Tu nie jest bezpiecznie pomyliłeś drogę, zboczyłeś z bezpiecznej trasy, musisz wykupić pokój.
Ok. Ale mam dalej tylko 200rs. Oferuje mi pomoc więc idę z nim do dobrze mi znanej dahby. Karze mi usiąść i czekać. Po chwili właściciel łączy stoły i mówi: Możesz spać tutaj, żaden problem. Pytam o koszt, a on macha ręką, życząc dobrej nocy...
Zamykam oczy i czuję owady na swoim ciele :/ Otwieram oczy... a tu co??? Mrówki!!! :/
Zaraz przypomina mi się opowieść mamy, o tym jak wlazła jej jedna do ucha. Tylko te są 10 razy większe. No bez przesady mają jakieś 6, może nawet 7 mm długości BLEEEEEE:/
No ale nic, zapalam jakieś śmierdzące kadzidło, które stoi na stole obok i łudzę się, że przestaną łazić ... O dziwo po jakimś czasie przestają!!! Jak się okazuje dahba przecieka ... Zasypiam.
Dziś budzi mnie kumpel, poznany zeszłej nocy, przynosi czaj (herbata z mlekiem i ???? nie wiem czym jeszcze, ale pycha), pyta jak noc? Na to ja mokry cały i w piasku, patrzę na niego z myślą- CO ZA PYTANIE ???:/ Jakby nie było widać...
Po mnie było widać trudy nocy, natomiast po nim... ani centunia ironii. Odpowiadam grzecznie, że było ok, że to ochłoda po tak gorących dniach ... Uśmiecha się i mówi, że jestem twardy.
Jemy razem śniadanie - tosty.
Około 9 rano tutejszego czasu przestało padać, siadłem na rower i już jestem na właściwej drodze. Jedzie mi się coraz lepiej, upał już tak nie doskwiera, drogi piękne w błocie:)
Może Ci się to wydawać dziwne ale właśnie w takich momentach czuję że żyję :)
Ręce trochę mi spuchły, na nogach mam odciski, stopy się trochę odparzyły, ale sraczki jeszcze nie miałem:D
Pozdrawiam papapapapa
niedziela, 28 czerwca 2009
najświeższy mail od wojtka do piotrka :)))
Każdy dzień tutaj to wielka przygoda... Mialem wczoraj kryzys. Nie wyobrażasz sobie, przejechałem 25km i prawie zemdlałem z wycieńczenia i upału. 70% kosztów dziennego utrzymania idzie na zimną wodę, nie mówiąc o tej, z której korzystam na stacjach w specjalnych punktach z wodą pitną:). Pochłaniam ją hektolitrami a siusiam może 2 razy dziennie przez 10sekund. Spiekota jest przeogromna, powietrze jest jak galaretka ,czasem wydaje mi się, że je jem albo gryzę, SZOK:)
Aktualnie jestem w Rishikeshu, kolejnym indyjskim świętym miejscu nad Gangesem u stóp Himalajów. Jak tu jest??? Tego nie da się opowiedzeć.
Podniosła atmosfera, wszędzie unoszą sią zapachy kadzideł i ludzie, ludzie, LUDZIE są przemili:) Czasem mam wrażenie, że nie istnieje tu zazdrość. Często pytają mnie o to, dlaczego jadę na rowerze? Po co się tak meczę? Po czym zapraszają mnie do domu lub w chłodne miejsce, gdzie można odpocząć. Robią mi zdjęcia ...
Wczoraj np. błądziłem po Rishikeshu w poszukiwaniu taniego noclegu i spotkałem rodzinkę, która zaprosiła mnie na noc do indyjskiego Aśramu (świątynia, miejsce medytacji coś w ten deseń) Kobieta dała jeść, pić i na koniec dotykając moich stóp (jedno z najwyższych pozdrowień hindusów) podziękowała za to, że mogla mnie gościć, a nie zapłaciłem ani centa.
Z innej beczki hahahhaah:
Wstaję rano a na moim rowerze siedzi małpa z małą małpą i wpierdziela jakiś owoc,
albo jadę rowerem a na środku zatłoczonej ulicy otaczają mnie ludzie i robią sobie ze mną zdjęcie,
albo moczę nogi w Gangesie a reszta Hindusów kłania mi się ( wszyscy biali brzydzą się tej rzeki mówią, że brudna. Tak mi to tłumaczyli gdy zapytałem dlaczego mi się kłaniają?),
albo zakup spodni u krawca, gdzie za przymiarkę, wybór materiału itp. na koniec płacę równowartość 3zl, daję 30 gr napiwku i jest BARDZO DOBRZE :)
Można by o takich sytuacjach opowiadać, opowiadać i opowiadać!!!!!!!!!
Tu każdy dzień jest inny, każdy obfituje w mnogość wrażeń, tych dobrych i tych średnich...
Wszędzie są naciągacze i trzeba się targować. Śmierdzi...i tak dalej i tak dalej. Ale jak powiedziałeś WSZYSTKO W ŻYCIU TO ATRAKCJA i tej myśli się trzymam:)
O tym, że każdy dzień to wyzwanie, to nawet nie będę pisał. Czasem jest mi ciężko, czasem płaczę sobie z zadowolenia, czasem uśmiecham się do siebie, uczę się codziennie nowych zachowań, codziennie pogłębiam swoja wiarę. Jest różnie, do tego stopnia, że od totalnego zdenerwowania przechodzę od razu w dziką radość:)
Mimo wszystko nie pomyliłem się. Przyjechałem i to jest właśnie takie miejsce, jakie sobie wyobrażałem i wymarzyłem. To jest po prostu to:)
Mój następny cel to Gangotrii, niedaleko źródla Gangesu oraz pięknej Nanda Devi (góry, mniej wiecej 6500m npm)
Pozdrawiam wszystkich trzymajcie kciuki papapapapappapap
ps.
Daj znać rodzicom, że u mnie wszystko ok :) Jestem zdrowy, silny, nie tylko ciałem ale duchem przede wszystkim trzymajcie się i do odp.
Aktualnie jestem w Rishikeshu, kolejnym indyjskim świętym miejscu nad Gangesem u stóp Himalajów. Jak tu jest??? Tego nie da się opowiedzeć.
Podniosła atmosfera, wszędzie unoszą sią zapachy kadzideł i ludzie, ludzie, LUDZIE są przemili:) Czasem mam wrażenie, że nie istnieje tu zazdrość. Często pytają mnie o to, dlaczego jadę na rowerze? Po co się tak meczę? Po czym zapraszają mnie do domu lub w chłodne miejsce, gdzie można odpocząć. Robią mi zdjęcia ...
Wczoraj np. błądziłem po Rishikeshu w poszukiwaniu taniego noclegu i spotkałem rodzinkę, która zaprosiła mnie na noc do indyjskiego Aśramu (świątynia, miejsce medytacji coś w ten deseń) Kobieta dała jeść, pić i na koniec dotykając moich stóp (jedno z najwyższych pozdrowień hindusów) podziękowała za to, że mogla mnie gościć, a nie zapłaciłem ani centa.
Z innej beczki hahahhaah:
Wstaję rano a na moim rowerze siedzi małpa z małą małpą i wpierdziela jakiś owoc,
albo jadę rowerem a na środku zatłoczonej ulicy otaczają mnie ludzie i robią sobie ze mną zdjęcie,
albo moczę nogi w Gangesie a reszta Hindusów kłania mi się ( wszyscy biali brzydzą się tej rzeki mówią, że brudna. Tak mi to tłumaczyli gdy zapytałem dlaczego mi się kłaniają?),
albo zakup spodni u krawca, gdzie za przymiarkę, wybór materiału itp. na koniec płacę równowartość 3zl, daję 30 gr napiwku i jest BARDZO DOBRZE :)
Można by o takich sytuacjach opowiadać, opowiadać i opowiadać!!!!!!!!!
Tu każdy dzień jest inny, każdy obfituje w mnogość wrażeń, tych dobrych i tych średnich...
Wszędzie są naciągacze i trzeba się targować. Śmierdzi...i tak dalej i tak dalej. Ale jak powiedziałeś WSZYSTKO W ŻYCIU TO ATRAKCJA i tej myśli się trzymam:)
O tym, że każdy dzień to wyzwanie, to nawet nie będę pisał. Czasem jest mi ciężko, czasem płaczę sobie z zadowolenia, czasem uśmiecham się do siebie, uczę się codziennie nowych zachowań, codziennie pogłębiam swoja wiarę. Jest różnie, do tego stopnia, że od totalnego zdenerwowania przechodzę od razu w dziką radość:)
Mimo wszystko nie pomyliłem się. Przyjechałem i to jest właśnie takie miejsce, jakie sobie wyobrażałem i wymarzyłem. To jest po prostu to:)
Mój następny cel to Gangotrii, niedaleko źródla Gangesu oraz pięknej Nanda Devi (góry, mniej wiecej 6500m npm)
Pozdrawiam wszystkich trzymajcie kciuki papapapapappapap
ps.
Daj znać rodzicom, że u mnie wszystko ok :) Jestem zdrowy, silny, nie tylko ciałem ale duchem przede wszystkim trzymajcie się i do odp.
czaj i ciapaty :))) plus mail do Eweliny
Jutro uciekam do Hardiwar, oczywiście jak zwykle, szczyt sezonu. Zabiją cię w autobusie, a ten super bezpieczny kosztuje jedyne 1500rs (autobus normalny 120 może nawet nie) po znajomościach, jutro będę się o to martwił:D Teraz idę na czaj i ciapaty:)
Pozdrowienia dla wszystkich odwiedzających :* Trzymajcie się
A teraz pozwolę sobie wkleić ciąg dalszy przygód z Haridwaru, wyczytanych dzięki uprzejmości naszej kochanej Eweliny, cud dziewczyny;))))
Hej,
Dobiłem do Haridwar, miejsca skąd bierze początek właściwy bieg Gangesu:).
Wczoraj miałem nie małe przygody na stacji z biletem na pociąg. Nie chcieli zabrać mojego roweru i latałem po jakiś office'ach w 45 stopniowym upale, myślałem, że udławię się językiem:)
Na koniec władowałem się na krzysia, policja i wojskowi krzyczeli ale jakoś pojechałem.
Dasz wiarę, łyknąłem wczoraj 12 l wody i do tej pory nie chce mi się siusiu :D. Pogoda jest masakryczna. O 12 stej jest jak w piekarniku w 100%. Dosłownie, zero wiatru i lampa SZOK.
Teraz jeszcze trochę o Haridwar :). Przyjechałem tu wczoraj około 20 stej i wiedziałem, że na transport i nocleg nie mam już szans :/. Wstępnie, pomyślałem, że zostanę na ichniejszej stacji PKP ale tam niebezpiecznie bo kradną itp:). No to pojechałem sprawdzić czy tak faktycznie jest. Powiem ci, było super. Jazda pod prąd rowerem na zatłoczonej ulicy podobnej do 4-Pancernych to niezła frajda. Wszyscy się drą, pozdrawiają, rower robi takie wrażenie jak co najmniej Statua Wolności albo 10000000000000000000000000000$ :D
Jak się gdzieś zatrzymuję po minucie mam widownie, której pozazdrościłby mi Stary Teatr w czasie "Nocy Teatrow":D.
Nie mąjac gdzie spać i przepakować się, pojechałem nad Ganges i tam postanowiłem przenocować na schodach... Podjechałem pod Gahaty a ludzie dosłownie wychodzili z wody by zobaczyć, co to za ufo przyleciało :D. Policja ich pogoniła i mnie też. Wskazali mi miejsce, gdzie bezpiecznie mogę spać, zapewnili, że tego dopilnują :). Udałem się tam niezwłocznie i zacząłem przepakowywanie. O widowni już nawet nie piszę. Była ZDUMIEWAJĄCA :D:D:D.
Jeden turban :) podszedł do mnie i zaczął wypytywać co to jest to, tamto, sramto ?
Wreszcie, po przepakowaniu roweru ubrałem mu kask i powiedziałem, że zrobię mu zdjęcie :D. Ale miał minę hahahahahahahha :D
Po tym wszystkim siadłem, oparłem się o rower i usnąłem ...
Budzę się a przede mną jak do zdjęcia w szkole: na pierwszym planie dzieci, następnie mlodzież a na końcu dorośli, pięknie :D
Złamałem chyba tu wszystkie możliwe zasady bezpieczeństwa i co???? i super się bawiłem!!!
Jeszcze dziś planuje dotrzeć do Rishikeshu i pokręcic się tam trochę.
Więc uciekam targować się o jedzenie i owoce, szukać butelkowanej wody i DROGI!!!
Bo tu z nią nie jest tak łatwo, jak myślałem :D
Pozdrawiam wszystkich!!!
Pozdrowienia dla wszystkich odwiedzających :* Trzymajcie się
A teraz pozwolę sobie wkleić ciąg dalszy przygód z Haridwaru, wyczytanych dzięki uprzejmości naszej kochanej Eweliny, cud dziewczyny;))))
Hej,
Dobiłem do Haridwar, miejsca skąd bierze początek właściwy bieg Gangesu:).
Wczoraj miałem nie małe przygody na stacji z biletem na pociąg. Nie chcieli zabrać mojego roweru i latałem po jakiś office'ach w 45 stopniowym upale, myślałem, że udławię się językiem:)
Na koniec władowałem się na krzysia, policja i wojskowi krzyczeli ale jakoś pojechałem.
Dasz wiarę, łyknąłem wczoraj 12 l wody i do tej pory nie chce mi się siusiu :D. Pogoda jest masakryczna. O 12 stej jest jak w piekarniku w 100%. Dosłownie, zero wiatru i lampa SZOK.
Teraz jeszcze trochę o Haridwar :). Przyjechałem tu wczoraj około 20 stej i wiedziałem, że na transport i nocleg nie mam już szans :/. Wstępnie, pomyślałem, że zostanę na ichniejszej stacji PKP ale tam niebezpiecznie bo kradną itp:). No to pojechałem sprawdzić czy tak faktycznie jest. Powiem ci, było super. Jazda pod prąd rowerem na zatłoczonej ulicy podobnej do 4-Pancernych to niezła frajda. Wszyscy się drą, pozdrawiają, rower robi takie wrażenie jak co najmniej Statua Wolności albo 10000000000000000000000000000$ :D
Jak się gdzieś zatrzymuję po minucie mam widownie, której pozazdrościłby mi Stary Teatr w czasie "Nocy Teatrow":D.
Nie mąjac gdzie spać i przepakować się, pojechałem nad Ganges i tam postanowiłem przenocować na schodach... Podjechałem pod Gahaty a ludzie dosłownie wychodzili z wody by zobaczyć, co to za ufo przyleciało :D. Policja ich pogoniła i mnie też. Wskazali mi miejsce, gdzie bezpiecznie mogę spać, zapewnili, że tego dopilnują :). Udałem się tam niezwłocznie i zacząłem przepakowywanie. O widowni już nawet nie piszę. Była ZDUMIEWAJĄCA :D:D:D.
Jeden turban :) podszedł do mnie i zaczął wypytywać co to jest to, tamto, sramto ?
Wreszcie, po przepakowaniu roweru ubrałem mu kask i powiedziałem, że zrobię mu zdjęcie :D. Ale miał minę hahahahahahahha :D
Po tym wszystkim siadłem, oparłem się o rower i usnąłem ...
Budzę się a przede mną jak do zdjęcia w szkole: na pierwszym planie dzieci, następnie mlodzież a na końcu dorośli, pięknie :D
Złamałem chyba tu wszystkie możliwe zasady bezpieczeństwa i co???? i super się bawiłem!!!
Jeszcze dziś planuje dotrzeć do Rishikeshu i pokręcic się tam trochę.
Więc uciekam targować się o jedzenie i owoce, szukać butelkowanej wody i DROGI!!!
Bo tu z nią nie jest tak łatwo, jak myślałem :D
Pozdrawiam wszystkich!!!
pierwsze wrażenia
Skurczybyki!!! Trzeba uważać, znają wszystkie triki Europejczyków i triki trików trików :D, wówczas podatek czy napiwek rośnie.
Po przygodach typu: "nie jadę dalej", "nie znam tego hotelu" itd, trafiam na Main Bazar do hotelu DownTown. Masakra, śmierdzi. Zniesmaczony wychodzę na ulice. Ale nie mam się o co martwić, już pędzi do mnie pomarańczowy turban i oferuje full serwis. Mówię, że jak mi się nie spodoba to nie zapłacę. Zapewnia, że będzie czysto, fajno i git majonez :D. OK, wchodzę i o dziwo jest pojedynczy pokoik, klima, czysta łazienka, w miarę... BIORĘ, cena 200rs (po 15 min zmiękli i chcieli 300:)) Składam rower, piję wodę cieszę się Indyjskością...
Cały dzień coś chciano mi wcisnąć, coś wyłudzić, wszędzie musiałem się targować i wiem, że i tak mnie wyrolowali ale i tak się cieszę:D:D:D
Przed wejściem do kawiarenki internetowej ktoś mnie zaczepia, minutę później jest moim najlepszym kumplem. Pytam go o imię a ten odpowiada z uśmiechem, na tle srającej świętej krowy: machadzi siakie sraki owaki (nie pamiętam dokładnie:)) dodając "Welcome to India"!
Po przygodach typu: "nie jadę dalej", "nie znam tego hotelu" itd, trafiam na Main Bazar do hotelu DownTown. Masakra, śmierdzi. Zniesmaczony wychodzę na ulice. Ale nie mam się o co martwić, już pędzi do mnie pomarańczowy turban i oferuje full serwis. Mówię, że jak mi się nie spodoba to nie zapłacę. Zapewnia, że będzie czysto, fajno i git majonez :D. OK, wchodzę i o dziwo jest pojedynczy pokoik, klima, czysta łazienka, w miarę... BIORĘ, cena 200rs (po 15 min zmiękli i chcieli 300:)) Składam rower, piję wodę cieszę się Indyjskością...
Cały dzień coś chciano mi wcisnąć, coś wyłudzić, wszędzie musiałem się targować i wiem, że i tak mnie wyrolowali ale i tak się cieszę:D:D:D
Przed wejściem do kawiarenki internetowej ktoś mnie zaczepia, minutę później jest moim najlepszym kumplem. Pytam go o imię a ten odpowiada z uśmiechem, na tle srającej świętej krowy: machadzi siakie sraki owaki (nie pamiętam dokładnie:)) dodając "Welcome to India"!
ciąg dalszy wyczytany z naszej klasy
Po długiej rozmowie mówię mu, że mam problem z bagażem, oferuje mi swoją pomoc, jak się później okazało nieocenioną. W gąszczu Indyjskiej demokracji może i dałbym radę ale z nim poszło to zdecydowanie szybciej. Odzyskałem wszystko to co niezbędne!!! Reszta podróżnych pewnie długo jeszcze czekała na swój dobytek:) Po całej przygodzie z bagażem udajemy się na stołówkę i tu znajomości Bena też dają o sobie znać. Jemy w barze dla obsługi lotniska tanio i smacznie:). Wypijamy pepsi i Ben gdzieś znika... Nie czekałem na niego i postanowiłem pojechać do miasta znaleźć jakiś tani hotelik.
Startujemy - pierwsza cena: 20$ (masakra oczywiście wszyscy - to moi przyjaciele itp.) Odrzucam tą "kuszącą ofertę" i idę na postój tzw. prepaid taxi, płacę z góry i jadę tam gdzie chcę, pilnuje tego policja, SUPER:). W dodatku niedrogo (40min w taxi z rowerem, torbą, plecakiem: 250 rupii około 16zł). Wsiadam, wita mnie rozśpiewany tubylec, którego skomplikowanego imienia nie pamiętam, ściskamy sobie prawice i jazda. Na dzień dobry składamy lusterka bo niby po co nam ??? Pchamy się jak się da, byle szybciej, bo gorąco (ogólnie na drodze brak jakichkolwiek reguł a przejazd to lepsza frajda niż wypasiony rolo koster). W między czasie pada pytanie czy jestem pierwszy raz w Indiach? Odpowiadam, że nie...
Startujemy - pierwsza cena: 20$ (masakra oczywiście wszyscy - to moi przyjaciele itp.) Odrzucam tą "kuszącą ofertę" i idę na postój tzw. prepaid taxi, płacę z góry i jadę tam gdzie chcę, pilnuje tego policja, SUPER:). W dodatku niedrogo (40min w taxi z rowerem, torbą, plecakiem: 250 rupii około 16zł). Wsiadam, wita mnie rozśpiewany tubylec, którego skomplikowanego imienia nie pamiętam, ściskamy sobie prawice i jazda. Na dzień dobry składamy lusterka bo niby po co nam ??? Pchamy się jak się da, byle szybciej, bo gorąco (ogólnie na drodze brak jakichkolwiek reguł a przejazd to lepsza frajda niż wypasiony rolo koster). W między czasie pada pytanie czy jestem pierwszy raz w Indiach? Odpowiadam, że nie...
Pierwsze wieści
Pozdrowienia z New Delhi:)
W wielkim skrócie: jest tak jak w piekarniku. Nastawcie piekarnik na 40 stopni, wlejcie do niego wody, dodajcie trochę smrodku najbardziej zalatującego menela w mieście i macie koktajl o nazwie Mikroklimat Main Bazar Indie.
Moja przygoda zaczęła się na lotnisku: zgubiono moje graty i postanowiłem siedzieć na tym, co miałem przy sobie zanim je odzyskam.
O 6 rano budzę się na krześle, nie pamiętam nawet kiedy zasnąłem odurzony zmęczeniem, bo z Krakowa leciałem tu 22 godz:)). Wita mnie kolo w moim wieku słowami: Dzień dobry sir :) Odpowiadam grzecznie, patrząc gdzie mój bagaż... stoi nie ruszony, trudno się dziwić, jest tam tyle wojska i policji jak co najmniej w Pentagonie. Rozmawiamy sobie o tym, skąd jestem, co robię w Delhi etc. Po chwili podchodzą do mnie jego kumple zadają parę głupich pytań, po czym pada fundamentalne: czy nie chcę taxi? No to se myślę -wpadłem, kręcę coś, że nie chcę... bo czekam na kogoś i wreszcie odchodzą, ale poznany jako pierwszy Ben, bo tak miał na imię zaprasza mnie na spacer.
W wielkim skrócie: jest tak jak w piekarniku. Nastawcie piekarnik na 40 stopni, wlejcie do niego wody, dodajcie trochę smrodku najbardziej zalatującego menela w mieście i macie koktajl o nazwie Mikroklimat Main Bazar Indie.
Moja przygoda zaczęła się na lotnisku: zgubiono moje graty i postanowiłem siedzieć na tym, co miałem przy sobie zanim je odzyskam.
O 6 rano budzę się na krześle, nie pamiętam nawet kiedy zasnąłem odurzony zmęczeniem, bo z Krakowa leciałem tu 22 godz:)). Wita mnie kolo w moim wieku słowami: Dzień dobry sir :) Odpowiadam grzecznie, patrząc gdzie mój bagaż... stoi nie ruszony, trudno się dziwić, jest tam tyle wojska i policji jak co najmniej w Pentagonie. Rozmawiamy sobie o tym, skąd jestem, co robię w Delhi etc. Po chwili podchodzą do mnie jego kumple zadają parę głupich pytań, po czym pada fundamentalne: czy nie chcę taxi? No to se myślę -wpadłem, kręcę coś, że nie chcę... bo czekam na kogoś i wreszcie odchodzą, ale poznany jako pierwszy Ben, bo tak miał na imię zaprasza mnie na spacer.
Subskrybuj:
Posty (Atom)