niedziela, 28 czerwca 2009

Pierwsze wieści

Pozdrowienia z New Delhi:)
W wielkim skrócie: jest tak jak w piekarniku. Nastawcie piekarnik na 40 stopni, wlejcie do niego wody, dodajcie trochę smrodku najbardziej zalatującego menela w mieście i macie koktajl o nazwie Mikroklimat Main Bazar Indie.
Moja przygoda zaczęła się na lotnisku: zgubiono moje graty i postanowiłem siedzieć na tym, co miałem przy sobie zanim je odzyskam.
O 6 rano budzę się na krześle, nie pamiętam nawet kiedy zasnąłem odurzony zmęczeniem, bo z Krakowa leciałem tu 22 godz:)). Wita mnie kolo w moim wieku słowami: Dzień dobry sir :) Odpowiadam grzecznie, patrząc gdzie mój bagaż... stoi nie ruszony, trudno się dziwić, jest tam tyle wojska i policji jak co najmniej w Pentagonie. Rozmawiamy sobie o tym, skąd jestem, co robię w Delhi etc. Po chwili podchodzą do mnie jego kumple zadają parę głupich pytań, po czym pada fundamentalne: czy nie chcę taxi? No to se myślę -wpadłem, kręcę coś, że nie chcę... bo czekam na kogoś i wreszcie odchodzą, ale poznany jako pierwszy Ben, bo tak miał na imię zaprasza mnie na spacer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz