wtorek, 30 czerwca 2009

Dehra Dun, ostatni postój przed Himalajami.

Hej,
dziś jadę już właściwą drogą, ceny spadają, zadowolenie rośnie :)
Wczoraj spałem w Aśramie, gdzieś niedaleko drogi do Dehra Dun. Zdenerwowany rozłożyłem ręce na rowerze przed kolesiem w jakiejś budce. Nie umiałem się z nim dogadać bo bardziej interesował go mój rower niż to, że szukam miejsca do spania:\
Po chwili podjechał pan na skuterze i zaoferował pomoc. Kazał jechać za sobą. Byłem już zmęczony a koleś zafundował mi rajd po zatłoczonym mieście :\.
Podjeżdżamy pod jakieś zamknięte, zielone wrota, on stuka trzy razy, wchodzi i karze mi czekać... Po 15 min mam wejść, kłaniam się nisko właścicielowi, który pyta skąd jestem, uśmiecha się i podaje mi wodę. W dosłownie 5 min (wypełnianie papierków) znów śpię za free:).
Pokoik schludny, czyściutki, super!!! Od razu odżyłem:).
Postanowiłem się przejść. Okazało się, że niedaleko jest targ z owocami :):):):D Za równowartość 4 polskich zł zjadłem 2 kg arbuza, 1 kg mango i popiłem sokiem z limonki.
No, to to ja rozumiem :).

Po kolacji postanowiłem usiąść i pomedytować trochę ... tak sobie siąść i pomyśleć o niczym (to fajna sprawa :):):) ) Po chwili dosiada się do mnie własciciel (????) nadzorca Aśramy. Pyta czy, to nie problem, żeby sobie ze mną pogadał? Odpowiadam, że nie i że będzie mi bardzo milo:) Rozmawiamy o tym, co robię w Polsce, jak mi się podobają Indie. Opowiadam mu o was o całej rodzinie, przyjaciołach. Jest pod wrażeniem!!! Pokazuję mu album i bardzo śmieszą go zdjęcia, jakie w nim zamieściłem ale mówi, że to dobrze ze mam przy sobie taki amulet i w 100% się z nim zgadzam.
Wy tam pewnie myślicie, że ja jestem tu sam. Nie zapominajcie, że mam was! Ile razy o mnie pomyślice, tyle razy mi pomogliście!!! POWAŻNIE, TO DZIAŁA :)
Zaproponował fajeczkę ( no wyjątkowa sytuacja, nie mogłem odmówić:) )

W nocy przy rozgwieżdżonym niebie siedząc na białej ławeczce paliliśmy indyjskie papieroski i popijaliśmy zimną woda:). To może nie brzmi ekscytująco, ale wierz mi, było naprawdę milo:) Na koniec powiedział, że jestem dobrym człowiekiem, że jeszcze takiego białego nie spotkał :] ( i jeszcze jak pokazałem mu zdjęcie moich nóg w Gangesie, uśmiechnął się szeroko)

Po nocnych pogaduchach razem z synem właściciela (????), przygotowałem rower na następny dzień. Bylo t dość zabawne, bo młody (nie wiem może miał 10 lat) na każdą spuszczoną na łańcuch kroplę smaru (tyle kropel ile ogniw w łańcuchu) mówił "aczia":D. Było tak: kap, aczia i znowu kap, aczia hahahahaha, to było zabawne:D

Dzis wstalem o 10 i od razu udałem się w stronę Dehra Dun, ostatniego dużego miasta przed Himalajami. Same Himalaje to potęga. Czasem przez chmury przebijają się szczyty oddalonych o 300km siedmiotysięczników i robią niesamowite wrażenie. McKinley w porównaniu z dzisiejszym widokiem przed burza to mróweczka :D. Wcale się nie dziwię, ze wierzy się, że na szczytach tych gór żyją Bogowie...
Widok zapiera dech są POTĘŻNE!!!!!!!!!!! Za 3 dni zrobię im zdjęcia z bliska :) Podniecony i omamiony, nie mogłem przestać na nie patrzyć, ale w momencie kiedy potrąciło mnie auto szybko wróciłem do teraźniejszosci:/
Mam jednego siniaka, spoko hahahah. Jakbyś zobaczyła minę tych w środku auta hahahah taka zgroza. Jakby potracili świętą krowę albo zbili hangar luster (w sensie 7 lat nieszczęścia - jedno lustro):D.
Jakiś pan pomógł mi pozbierać graty i powiedział, że mogę u niego chwile posiedzieć. Poczestował mnie bananem:) Czy to nie mile??? Poza tym rower i ja jesteśmy cali. Bezpieczni też:):):)

Obecnie jestem w Dehra Dun. Wynająłem sobie hotelik, zjadłem i wypiłem, pisze tego maila. Jestem zdrowiusi jak rybka i jest ok. Jutro kierunek Gangotrii jak daleko się da. Może być przerwa do 6 dni bo nie sądzę, że odpuszczę sobie górski treking :)

Pozdrawiam wszystkich trzymajcie się i do odp.

3 komentarze:

  1. trzymamy mocno kciukiiiii:)))) odezwij się jak tylko bedziesz mógł!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. a dzisiaj chodząc naszczudłach poznałam Anię, która właśnie wróciła z Indii po 3 - miesięcznym trekkingu. Znów te Indie w zasięgu ręki. A gdyby tak pojechać razem, pomyślałyśmy. Nauczyłybyśmy się tańczyć i przywiozłybyśmy tą umiejętność do Krakowa... kto wie!!! A szczudła opanowuję stopniowo, dziś już były 75-tki, poprzednim razem bułka z masłem bo tylko 45 cm. Ale chodzę o własnych siłach, to dopiero początek musimy coś jeszcze na nich działać oprócz samego chodzenia! zobaczymy...:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. AAAA mam wieści od Taty, który czyta naszego bloga - cytuję bo prosił mnie o to:

    "Wojtek wszystkoooo z głową! Nie szarżuj i nie przeceniaj swoich sił"

    Ja w każdym razie wierze że jesteś mądrym chłopcem i mają Cie tam spotkać wszystkoo to co dobre!!!

    OdpowiedzUsuń